„Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu”, Juliet Grey.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Niech inne kraje prowadzą wojny, ty, szczęśliwa Austrio, żeń się.

To moje pierwsze – i mam nadzieje, że nieostatnie – zetknięcie się z dorobkiem pisarki Juliet Grey, ale za to już kolejne z Marii Antoniny, która miała i ma nadal tyle samo wrogów, co zwolenników. Mnie ona zawsze frapowała i na przestrzeni lat moja opinia o chyba najsłynniejszej francuskiej królowej ewoluowałam. Najpierw uważałam ją za postać zdecydowanie negatywną; była dla mnie ucieleśnieniem głupoty, egoizmu, wyrachowania i skrajnego materializmu. W późniejszym okresie narodziła się moja sympatia, która umacniała się w miarę, jak moja wiedza o Marii Antoninie oraz o czasach, w których przyszło jej żyć, zwiększała się.

Książkę „Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu”, która jest pierwszą częścią trylogii o losach zgilotynowanej królowej Francji, planowałam przeczytać już dawno temu, jak tylko ukazała się na rynku wydawniczym, ale jakoś ciągle przekładałam ją „na później”. Zanim w końcu wpadła w moje ręce i zaczęłam ją czytać, zadawałam sobie pytania: o spojrzenie Juliet Grey na tę tragiczną postać oraz XVIII-wieczny świat i czy owa powieść była warta zachodu – o tym będzie później.

Powieść ta zaczyna się w maju 1766 r., a kończy 10 maja 1774 r.. Poznajemy główną bohaterkę w momencie, gdy jest ona beztroską 10-letnią dziewczynką, która dorasta w otoczeniu licznego rodzeństwa (Maria Antonina przyszła na świat jako 15. dziecko i ostatnia, 11 córka cesarskiej pary: Marii Teresy i Franciszka I Lotaryńskiego), pod czujnym okiem surowej i niezwykle dominującej matki, a także licznego grona bon i służby. Kres beztroskiego życia nastąpił w momencie poinformowania jej o możliwości zaręczyn z francuskim delfinem, Ludwikiem Augustem (późniejszego Ludwika XIV). Bohaterka tej powieści ma do tej nowiny ambiwalentny stosunek, bo z jednej strony jest przerażona i nie ma się, co dziwić, wszak jest jeszcze dziecko, zaś  z drugiej ucieszyła się i była ciekawa przyszłego życia.

Zanim jffednak dojdzie do oficjalnych zareczyn a później ślubu, Toniette (bo tak zwana była w domowych pieleszach) musi przejść dużą metaforze, która ma uczynić z niej kobietę godną francuskiego tronu. Przyszła delfina Francji musiała m.in. bardzo dobrze opanować język francuski (co było oczywista oczywistością), który niestety zawsze przysparzał jej wielu problemów,  opanować zasady panujące na wersalskim dworze, wyprostować zęby oraz -co brzmi nieco ekscentrycznie – nauczyć się nowego sposobu chodzenia  (tzw. wersalski ślizu). Mnie te przygotowania przypomniały to, co dzieje przed wyborami małej miss. Przeraził mnie ogrom tego przedsięwzięcia oraz to, że nikt w tym amoku nie brał pod uwagę opinii głównej zainteresowanej.  OK, jako historyk z wykształcenia wiem, że w XVIII wieku dzieci – i to jeszcze w takich sprawach -  nie miały prawa głosu, ale przecież przesada nigdy nie będzie czymś dobrym.

W końcu, po czterech długich i ciężkich latach mozolnych przygotowań Maria Antonina poślubia Ludwika Augusta. Nowe życie przynosi więcej rozczarowań i trosk, aniżeli radości. Albowiem nastoletnia świeżo młoda żona (jak ja kocham to wyrażenie ;) ) trafia do Wersalu – nieprzychylnego jej świata owładniętego skomplikowaną, surową i momentami po prostu groteskową etykietą, która reguluje życie każdego mieszkańca tego mocno zaludnionego miejsca. Zaczynają się też problemy małżeńskie, wynikające z faktu nieskonsumowania tego związku i braku jakiegokolwiek zainteresowania Ludwika Augusta żoną…

Uważam, że Juliet Grey należą ogromne brawa, ponieważ książka „Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu.” jest fascynującą i napisaną z wielkim rozmachem powieścią o burzliwych losach Marii Antoniny, którą niczym ofiarnego baranka złożono na ołtarzu polityki. Z tekstu wyłania się obraz pełnej życia i ciekawości, acz nieco naiwnej młodej osoby, która nie zasłużyła sobie na na tak ciężki  los. Grey niezwykle barwnie i wnikliwie opisała przemiany dziecka w przepiękną i dumną młodą kobietę. Również inne postacie występujące na kartach tej książce zostały przedstawione w bardzo szczegółowy sposób i każda z nich jest inna, dzięki czemu są prawdziwsze.

Przeogromnym plusem tej książki jest barwny język, którym posłużyła się autorka pisząc tę część swojej trylogii o losach chyba najsłynniejszej władczyni Francji. Choć w tej powieści nie ma ani jednego anarchizmu, to już od pierwszej strony czuć, iż akcja toczy się  w dawnej epoce (w gwoli  przypomnienia- w XVIII wieku). Kolejny plus autorka zdobyła za wplecenie do tekstu pojedynczych słów tudzież całych  zdań w oryginalnym, francuskim brzmieniu wraz z tłumaczeniami, które wzbogacają narrację i stworzyła unikatowy klimat. Niby mała rzecz, a tyle daje.

Powiem szczerze, że spodziewałam się kolejnego nic niewnoszącego, babskiego czytadła z gatunku tych, o których szybko się zapomina. Jednak, ku mojej radości pierwsza część trylogii opowiadającej o losach Marii Antoniny okazała się być naprawdę bardzo dobrze napisaną powieścią,  uważam ją też za jedna z najlepszych o tej postaci historycznej. Widać, że  Juliet Grey solidnie przygotowała się, zanim siadła do pisania. Mam nadzieje, że kolejne części będą równie dobre lub nawet lepsze. :)

Tytuł oryginalny: Becoming Marie Antoinette
Wydawnictwo: Bukowy Las
Numer ISBN: 9788362478583
Liczba stron: 392
Moja ocena: 8,5/10

Pozdrawiam i polecam! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>