Dzienne archiwum: 19 października 2014

„Sieroce pociągi”, Christina Baker-Kline.

Takie dzieciństwo, gdy ma się świadomość, że nikt cię nie kocha, że nikt cię nie szuka, a ty sam nieustannie masz wrażenie, jakbyś wnętrze sklepu oglądał przez szybę, jest pożałowania godne. Czuję się o dekadę starsza, niż jestem w rzeczywistości. Wiem zbyt dużo – widziałam, jak z ludzi wychodzi to, co w nich najgorsze, gdy są najbardziej zdesperowani i samolubni, i ta wiedza sprawia, że staję się ostrożna. Więc uczę się udawać, uśmiechać i potakiwać, okazywać empatię, której nie odczuwam. Uczę się nie rzucać w oczy, wyglądać jak każdy, choć w środku jestem złamana.

Gdy pierwszy usłyszałam o tej książce, od razu trafiła ona na moją listę książek „do przeczytania” z adnotacją „natychmiast!”. Jak zaplanowałam tak zrobiłam i nie żałuje. Absolutnie nie żałuje ani jednej minuty poświęconej na przeczytanie powyższej książki.

Pisarka Christina Baker Kline w swojej książce „Sieroce pociągi”  porusza drażliwą kwestię czarnej plamy w historii Stanów Zjednoczonych. Otóż tak zwane Sieroce pociągi były amerykańską akcją społeczną, która miała na celu pomoc osieroconym i bezdomnym dzieciom  z przeludnionych miast Wschodniego Wybrzeża USA w znalezieniu nowego domu na obszarach wiejskich Środkowego Zachodu. Wprawdzie to długo działające przedsięwzięcie (pierwszy taki pociąg wyjechał ze stacji w 1853 roku, a ostatni w 1928) miało szczytny cel,  to jednak spowodowało one więcej zła niż dobra. Większość małych pasażerów tych pociągów nie znalazło szczęśliwych domów.

Dużo tych dzieci stało darmową siłą roboczą np. na farmach,  na których były bite, poniżana,  i często głodzone. Tylko garstka dzieci miała szczęście znaleźć ciepły i kochający dom. Również forma tej akcji – moim zdaniem – wolała o pomstę do nieba, ponieważ kojarzy mi się ona z handel bydłem, gdzie ludzie zainteresowani przygarnięciem dzieci obmacywali ich ciała oraz  sprawdzali stan ich uzębienia, a następnie – jeżeli oczywiście spełniały wymogi – zabierali do domów. Poza tym w zdecydowanej większości rodzeństwa były rozdzielane, gdyż ludzie woleli brać po jednym dziecku, co było niezwykle traumatycznym przeżyciem, gdyż te dzieci miały tylko siebie…

Fabuła książki toczy się w dwóch czasach: w teraźniejszym i w czasie przeszłym. Zaczyna się w teraźniejszości od momencie, gdy  zbuntowana nastolatka Molly zostaje przyłapana na kradzieży książki Jane Eyre z miejscowej biblioteki. Za kare dano jej wybór: Molly albo odsiedzi karę w poprawczaku, albo ją odpracuje. Wybór ten nie jest zachęcający, ale w ostateczności i dość niechętnie bohaterka decyduje się na wybór drugiej opcji, za którą kryje się pomoc  przy porządkowaniu strychu należącego do dziewięćdziesięcioletniej Vivian Daly.

Dzięki zgromadzonym tam przedmiotom, Molly poznaje tragiczną historię Vivian i przekonuje się, że wiele je łączy. Otóż obie mają za sobą ciężkie życie, obie tułały się od jednej rodziny zastępczej do drugiej i obie posiadają dość skomplikowane pochodzeniem: Molly jest w połowie Indianką Penobscot czyli rdzenną amerykanką, podczas gdy Vivian (w książce występują ona też jako Niamh i Dorothy) jest imigrantką irlandzkiego pochodzenia, która krótko po przybyciu do Nowego Jorku – swojej ziemi obiecanej – zostaje sierotą i w konsekwencji tego tragicznego wydarzenia najpierw trafia pod kuratelę organizacji Children’s Aid, a następnie do owego pociągu.  Tak zaczęła się jej potyczka od rodziny do rodziny.

Sieroce pociągi to wspaniała i przejmująca książka, która wciąga już po przeczytaniu pierwszej strony. Jest po prostu przepiękna,  a jej tematyka, która wprawdzie nie należy do wesołych i łatwych, daje nadzieje na lepsze jutro. Dzięki niej czytelnik jest w stanie uwierzyć w odmianę losu.
Przeogromnym plusem książki pani Baker-Kline jest sposób przedstawienia wpływu traumatycznych wydarzeń na psychikę dziecka i dalsze życie człowieka, a także sposób  radzenia  sobie z trudnymi sytuacjami,
Kolejnym plusem Sierocych pociągów jest przeplatanka czasowa – raz czytelnik jest w 2011 roku, a za chwilę w latach 20tych, 30tych lub 40tych.
Ciesze się, że fabuła została napisana w taki sposób, że czytając tę książkę czułam się, jakbym była jedną z jej bohaterek, jakbym spacerowała z nimi po ulicach, porządkowała z nimi zagracony strych i przyglądała się ich życiu. Bardzo przyjemne uczycie, niewiele pisarzy potrafi je wzbudzić.
Język jakim została napisana ta powieść jest prosty, ale nie zbyt prosty, dzięki czemu łatwo i szybko się ją czyta. Cieszę się, iż pisarka postawiła na jakość, a nie na ilość tzw. „efektów specjalnych”, które miałyby za zadanie uczynić z tej książki jeszcze bardziej wstrząsającą, a które ostatecznie mogłaby prowadzić do przesady.
Bardzo spodobało mi się również „dodatki” w formię archiwalnych zdjęć przedstawiających pasażerów owych pociągów, krótkiej historii tego zjawiska oraz wywiadu umieszczonego na końcu tej książki.

Reasumując, kto ma ochotę i ceni dobrą lekturę powinien sięgnąć po tę książkę, bo naprawdę warto! Nic dziwnego, że powieść Sieroce pociągi utrzymywała się ponad 40 tygodni na liście bestsellerów „New York Timesa„!

Tytuł oryginalny: Orphan Train
Wydawnictwo:
Czarna owca
Numer ISBN:
9788375548211
Liczba stron: 372
Moja ocena: 9/10

Pozdrawiam :)