„Zabić arcyksięcia”, Greg King i Sue Woolmans.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Często dochodzę do wniosku – rzekł przed podróżą – że są w życiu sprawy, które rozstrzygnęlibyśmy inaczej, gdybyśmy musieli jeszcze raz podjąć decyzję. Gdybym jednak musiał jeszcze raz się ożenić, zrobiłbym dokładnie to, co zrobiłem, nie zmieniłbym niczego.


W tym roku minęła setna rocznica zamachu w Sarajewie (28 czerwiec), w którym zginął austriacki następca tronu, Franciszek Ferdynand wraz ze swoją żoną Zofią. W tym samym roku (dokładnie 28 lipca 1914r.) wybuchła również I Wojna Światowa , która przez wielu jest uważana za jeden z  bezpośrednich skutków tego zamachu. Żeby uczcić pamięć tej zmarłej tragicznie pary, duet pisarzy:   Greg King i Sue Woolmans – autorzy specjalizujący się w pracach biograficznych na temat rodzin królewskich, postanowił napisać książkę, która odsłania tajniki głośnego romansu wspomnianej pary.

Fabuła tej książki zaczyna się jak typowa bajka – młody, może niekoniecznie przystojny (choć to wrażenie subiektywne), książę poznaje piękną, acz ubogą dziewczynę, w której – jak łatwo się domyślić- szybko się zakochuje . I w tym momencie bajki zwykle kończą się słowami” „i żyli długo i szczęśliwie”… Jednak z tą jest inaczej – parze nie będzie dane długie życie razem, a na niebie ich związku czasem będzie świeciło słońcem, a czasem będzie ono zachmurzone.

Ślub Franciszka Ferdynanda z Zofią.

A to dlatego, iż Franciszek Ferdynand i jego wybranka  stali się ofiarami przestarzałych i skostniałych zasad etykiety panującej na cesarskim dworze, według których, honiaranka Chotek, choć posiada bardzo szlachetne pochodzenie, to jednak jest za mało „arystokratyczna. A jak na ironie losu, damy, które zajmują na drabinie społecznej tę samą pozycję co hrabina Zofią  von Chotek lub nawet niższa, są według tych zasad wystarczająco arystokratyczne, żeby móc poślubić koronowaną głowę. No cóż – życie.

Pomimo wielu trudności arcyksiążę poślubia w końcu wybrankę swego serca, jednak młoda para za możliwość bycia razem zapłaciła zbyt wygórowaną cenę: nie mogli razem pokazywać się publicznie, a nawet wchodzić razem do jednego pomieszczenia! Arcyksiężna Zofia musiała pogodzić się z tym, że zawsze wchodziła ostatnia i jej tytuł nie był równy tytułowi jej męża. Takie same „sankcje” spadły na  dzieci tej pary: Zofię, Maksymiliana i Ernesta, którzy m.in. nie mogli być następcami swego ojca, a w hierarchii zajmowały niższa pozycję od innych arystokratów.

Mimo wielu kłód rzucanych pod ich nogi i upokorzeń ze strony najbliższych i znajomych, rodzina arcyksięcia znosiła wszystkie przeciwności losu z podniesioną głową i nie załamywali się, wręcz przeciwnie  – próbowali zjednać sobie swoich przeciwników i często im się to udawało.
W czasie czytania trochę zazdrościłam im tej miłości, która ich połączyła, odwagi, siły charakteru i szczęścia, bo choć ich wspólne życie było krótkie i pełne przeciwności losu, to w gruncie rzeczy byli ze sobą szczęśliwi.

Franciszek Ferdynand w otoczeniu najbliższych.

Książka Zabić arcyksięcia umiejętnie łączy w sobie historię rodziny następcy habsburskiego tronu, dobrego romansu i politycznego dreszczowca. To wzruszający portret śmierci epoki, którą zwana jest piękną, a która w rzeczywistości nie byłą taka piękna i spokojna jak się słyszy.  Wiele lat po tym tragicznym w skutkach wydarzeniu praca duetu King & Woolmans przedstawia zaskakującą prawdę o zamachu i jeszcze bardziej utwierdza i podkreśla współudział Serbii, a także rozwiewa pogłoski tudzież różne teorie spiskowe, które na przestrzeni lat zrodziły się na gruncie tego wydarzenia.

Duet King & Woolmans pokazali czytelnikom prawdziwe twarze bohaterów swojej książki, bo w różnych pracach można przeczytać niepochlebne opinie na temat tej pary, że np. arcyksiążę był gburowaty, a Zofia była intrygantką rządną władzy i sławy, choć w rzeczywistości byli ciepłymi, dobrymi ludźmi i tymi cechami potrafili zjednać sobie wielu ludzi – od służby po koronowane głowy. I za to autorom tej książki należą się gorące podziękowania nie tylko od potomków Franciszka Ferdynanda i Zofii lecz także od czytelników. Ponadto dzięki tej książce poznała wiele ciekawych, ale często groteskowych i krzywdzących tradycjach, które wcale nie tak dawno panowały na wiedeńskim dworze.

Książka Zabić arcyksięcia nie jest stricte powieścią, nie jest też pracą naukową w prawdziwym tego słowa znaczeniu, choć przypisy i bibliografia zajmują łącznie 60 stron (!!). Jest czymś pomiędzy. Dodatkowo książka zawiera też zdjęcia arcyksiążęcej pary, także te ostatnie na na kilka dni i na chwilę przed ich tragiczną śmiercią, a także dokładne drzewa genealogiczne.

Jej jedynymi minusami są następujące rzeczy: książka miejscami jest bardzo subiektywna: autorzy nie kryją sympatii do Ferdynanda i jego małżonki, a opinie krytyczne o nich odpierają negatywnymi, kąśliwymi komentarzami. Swoich bohaterów traktują nieco jak własne dzieci. Ale  drugiej strony chyba żadna książka historyczna nie jest obiektywna, bo historia jest nauką bardzo subiektywną i każdy historyk przedstawia w swoich publikacjach własne wizję, które są zależne od ich światopoglądu

Duet pisząc tę książkę pokusił się również o kilka zaskakujących teorii, a jedną z nich jest fakt, iż w czasie wizyty cesarza Niemiec, Wilhelma II autorzy książki  wyśmiali tezę, jakoby gospodarz z cesarzem snuli ważne palny polityczne.Twierdzą natomiast, że owa wizyta miała charakter od A do Z towarzyski i rozmowy toczyły się głownie wokół tematów związanych ze sposobami spędzania wolnego czasu, z polowaniem, ogrodnictwem etc. Ale jak to mówią: w życiu pewne są tylko dwie rzeczy: podatki i śmierć, więc kto wie na 100%, że było inaczej? :)

Kolejne sprawy: w czasie czytania bardzo raziło mnie po oczach nagminne powtarzanie błędnego w tym przypadku słowa „arcyksiężniczka”, ponieważ powinno zostać użyte słowo „arcyksiężna”, bo Zofia była mężatka a nie córką arcyksięcia. Innym takim błędem jest tłumaczenie „crown prince” jako książę koronny… Ale w tych przypadkach wina leży po stronie tłumaczki, pani Anny Gralak.

Dziwne wrażenie, według mnie, wywołuje również okładka książki, a uściślając – mina kobiety, która miała „odgrywać” role Zofii. Skojarzyła mi się z osobą, która przesadziła z botoksem i w dodatku ma problem z migdałkami. Fakt, miewam przedziwne skojarzenia.

Summa summarum Jest to naprawdę dobra i godna polecenia książka, którą każdy czytelnik i każdy miłośnik historii powinien przeczytać, choćby z uwagi na dwie rocznice, o których wspomniałam na początku swojej recenzji. Książkę czyta się łatwo i przyjemnie, dostarcza ona czytelnikowi całą masę różnych emocji.

Tytuł oryginalny: The assassination of the archduke
Wydawnictwo: Znak literanova
Numer ISBN: 9788324025046
Liczba stron: 464
Moja ocena: 9/10

Pozdrawiam i polecam! :)

 

6 myśli nt. „„Zabić arcyksięcia”, Greg King i Sue Woolmans.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>