„Worek kości”, Stephen King.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Nocą myśli mają nieprzyjemny zwyczaj zrywania się ze smyczy.

Mam sentyment do twórczości tego amerykańskiego autora książek grozy. Kiedyś przeczytałam kilka jego powieści, m.in. Miasteczko Salem, Missery i Sztorm stulecia, które przypadły mi do gustu. I dlatego wiele obiecywałam oraz wyobrażałam sobie, gdy z miejscowej biblioteki wypożyczyłam kolejny owoc jego twórczości. Czy ta powieśc była dobrym wyborem, czy wręcz przeciwnie, o tym napiszę za chwilę.

„Worek kości” po części jest thrillerem, a po części romansem z dodatkiem elementów paranormalnych. Dzięki informacji zawartej na okładce można dowiedzieć się, że książka  zainspirowana została słynną Rebeką autorstwa Daphne du Maurier.

Pewnego upalnego dnia, trzydziestosześcioletni letni popularny pisarz, Michael Noonan, traci ukochaną żonę Johannę (Jo), która umiera na rozgrzanym od słońca parkingu miejscowego centrum handlowego, w skutek pękniętego tętniaka mózgu. W wyniku sekcji zwłok okazuje się, że Jo była w ciąży, co jeszcze bardziej załamuje Michaela, gdyż oboje długo starali się o to dziecko. Poza tym pisarz wraz ze żoną planował, że jeżeli kiedyś urodzi im się córka, to wybiorą dla niej imię Kia … a to była dziewczynka. Co ciekawe, okazuje się, że Jo podejrzewała u siebie ciąże i dlatego zakupiła w aptece test ciążowy, tylko dlaczego nie powiedziała o swoich podejrzeniach mężowi, z którym tworzyła szczęśliwy i szczery związek?

Jakby nieszczęść ciągle było mało, Noonan zaczyna cierpieć na tzw. blokadę pisarską. Nie jest w stanie napisać niczego nowego, tylko ratuje się dawno napisanymi powieściami, które trzymał w depozycję ” na czarną godzinę „.

Cztery lata po śmierci żony Mike Noonan nadal zmaga się z twórczą blokadą.  Niezdolny do pisania, wypalony psychicznie, prześladowany wspomnieniami, tęsknotą za zmarłą żoną oraz dziwnymi koszmarami, w których pojawia się postać dawno zmarłej piosenkarki Sary Tidwell , pisarz postanawia wziąć się w garść i stawić czoła swoim problemom, a także zacząć wszystko od nowa. Decyduje się opuścić rodzinne Derry, by ponownie zamieszkać w miejsca, w którym spędził kiedyś z Jo najszczęśliwsze dni życia – letniego domu nazwanego Śmiechem Sary (został on nazwany na cześć owej piosenkarki z koszmarów Noonana), znajdujący się nad jeziorem Dark Score, nieopodal miasteczka pozbawionego własnej nazwy, a oznaczonego na mapie jedynie symbolem TR-90.

W czasie krótkiej podróży po miasteczku, nasz bohater poznaje małą Kyrę (którą początkowo bierze za Kię) oraz jej matkę, Mattie. Mike nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak to krótkie spotkanie odmieni jego dotychczasowe życie i nie wie, że pomagając młodej i samotnej matce zostanie wciągnięty w  brutalną walkę o dziewczynkę, którą toczą ze sobą jej matka i dziadek – miliarder i magnat komputerowy, Maxe Devore. A na dodatek Noonan odkrywa, że jego dom noszący radosną nazwę „Śmiech Sary” jest nawiedzony…

Ta książka jest nie tylko opisem zachowań mężczyzny po śmierci ukochanej kobiety. To nie tylko wnikliwy opis walki z blokadą nie tylko z pisarską, ale również taką, która nie pozwala człowiekowi normalnie żyć. „Worek kości” to przede wszystkim opowieść o samotności i próbach uporania się z nią.  Powieść ta jest także przerażająca wizją życia człowieka ogarniętego nienawiścią i wręcz patologiczną chęcią „chcenia” czegoś.

Czuje do tej powieści bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony fabuła tej książki podobała mi się, zaś z drugiej męczyłam się z nią.  Nie wiem, może po prostu wyrosłam z twórczości tego pisarza lub w ogóle z tego gatunku literatury?

W mojej ocenie książka ta byłaby bardzo dobra, gdyby jej rozdziały były nieco krótsza i nie zawierała duperelek które w mojej ocenie naprawdę nie są potrzebne. Mam na myśli dłuuuugaśne i niestety nudne wprowadzenie,  a także scena jednego z  wieczornych  spotkań Michaela i Mattie, które według mnie ciągnie się bez większego sensu aż przez kilkadziesiąt stron. Te wszystkie „duperelki” zagłuszyły mi i zepchnęły na dalszy plan sprawy związane ze zjawiskami paranormalnymi oraz to, co w tej książce było najważniejsze – jej rdzeń. Odnoszę wrażenie, że King niektóre sceny pisał oraz rozbudowywał na siłę. Niektórych rzeczy w tej książce jest po prostu za dużo…

Tytuł oryginalny: Bag of Bones
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 9788376597423
Liczba stron: 608
Moja ocena: 5,5

Pozdrawiam :)

3 myśli nt. „„Worek kości”, Stephen King.

    1. Walkiria Autor wpisu

      Powiem Ci, że ja kilka lat temu przeczytałam Misery i Miasteczko Salem, i muszę powiedzieć, że naprawdę przypadły mi do gustu. W tym roku przeczytałam dwie: Joyland oraz Worek kości, ale niestety WOW się nie powtórzyło: Worek wymęczyłam, a Joyland przeszedł bez większego echa. Lubię książki i filmy grozy, ale akurat te dwie nie wywołały u mnie strachu. Może czytałam je w złym momencie? Ja mam takie małe dziwactwo: bardzo często moje książki długo leżą, zanim przyjdzie ich czas. Jest to spowodowane moją wiarą w to, że książki – podobnie jak wino – z wiekiem stają się lepsze i nie umiem wziąć się za czytanie książki, która została przed chwilą zakupiona :) To dla mnie świętokradztwo! Książki muszą się zadomowić i przesiąknąć atmosferą domu czy energią właściciela. Wiem, że to co właśnie piszę brzmi jak wywód jakieś nawiedzonej osoby, ale tak mam.

      Pozdrawiam :)

      Odpowiedz
  1. ~KarolinaM

    Witaj! Dawno mnie u Ciebie nie było i czas to nadgonić. Osobiście przeczytałam Kinga dwie książki. Smętaż Zwieżąt, który nawet mnie zaciekawił i Lśnienie przy którym wynudziłam się jak mops. Nie skończyłam, ale jak na dzień dzisiejszy nie mam zamiaru siadać ponownie do jakiejkolwiek jego książki. Nie i koniec. Ale cieszę się, że Tobie się jego styl podoba :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>