„Skazana”, Hannah Kent.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Powiedzieli, że muszę umrzeć. Powiedzieli, że skradłam ludziom tchnienie, więc teraz oni muszą skraść moje. Wyobrażam sobie, że wszyscy jesteśmy jak płomyki świec, jasne i kopcące się od palonego łoju, pełgające w ciemności i na wyjącym wietrze. W ciszy słyszę kroki, straszne zbliżające się kroki ludzi, którzy idą, żeby zdmuchnąć mnie i posłać moje życie do nieba w szarym  wieńcu dymu. Rozpłynę się w powietrzu i nocnym mroku. Gdzie wtedy będę? 

Zdjęcie pochodzi ze strony lubieczytać.pl

Na „skazaną” po raz pierwszy natknęłam się kilka miesięcy temu. Opis oraz pozytywne recenzje tej książki przyczyniły się do tego, że bardzo szybko znalazła się ona na mojej liście książek do przeczytania i … niestety zapomniałam o niej. Ale jakiś czas temu, w czasie przeglądania oferty pewnej księgarni internetowej, ponownie natrafiłam na tę książkę i tym razem zamówiłam ją bez wahania.

Zanim przejdę do obawiania tej książki, chcę poświęcić kilka słów jej autorce. Hannah Kent (rocznik 1985 ) jest australijską pisarką, która jako nastolatka dzięki programowi wymiany klubu Rotary, spędziła jakiś czas na Islandii, gdzie pierwszy raz zetknęła się z opowieścią o smutnych losach  bohaterki swojej przyszłej książki.

Książka Hanny Kent została oparta na faktach. Autorka pisząc ją korzystała ze zbiorów archiwalnych oraz opowieści miejscowych ludzi. Za jej sprawą przenosimy się do 1829 roku na północ Islandii, gdzie poznajemy Agnes Magnúsdóttir, która wraz z Siggą i Fridrika została skazana na śmierci za zabójstwo dwóch mężczyznach: byłego kochanka Agnes, Natana Ketilsona oraz miejscowej czarnej owcy – Petura Jónssona. Zabójców łączy bardzo niebezpieczna i toksyczna wieź: Agnes darzyła Natana  chorą miłością i nie dostrzegała   znaków na niebie i ziemi świadczących o niewierności kochanka, jego prawdziwych uczuciach oraz  twarzy. Tego samego mężczyznę obdarzyła swym uczuciem Sigga, która jednocześnie kochała  Fridrika – biednego chłopaka, który zazdrościł Ketilsonowi pieniędzy.

Po raz pierwszy poznajemy bohaterkę książki w chwili, gdy ma ona zostać przewieziona do nowego aresztu, do domu Margrot i jej męża urzędnika okręgowego Jona Jonssona, którzy muszą  przetrzymać więźniarkę aż do dnia jej śmierci. Na początku pani domu podobnie zresztą jak jej mąż i dwie dwudziestoletnie córki: Steina i Lauga, są głęboko niezadowoleni z tego faktu i starają się ograniczyć kontakty ze skazaną do niezbędnego minimum. Nie ufają jej, ponieważ obawiają się o zdrowie i życie swoje, a także swoich innych bliskich. Tylko Tóti, będący młody wikariuszem, którego z nieznanych powodów sama oskarżona wyznaczyła  na swojego opiekuna duchowego, próbuje ją zrozumieć, starając się uchronić jej duszę przed wiecznym potępieniem.

Jednak z czasem ta sytuacja ulega zmianie. Pierwszą osobą, która zbliża się do oskarżonej jest starsza córka małżeństwa – Steina, która cechuje się wielką  wrażliwością i z tego powodu jest w stanie zlitować się nad kobietą, której dni są policzone.  Kolejną osobą jest jej Margrot która podobnie, jak wikary Tódi, poznaje przejmującą historię samotności, sieroctwa, biedy, przeogromnego cierpienia i siły, która pomagała jej przetrwać wszelkie przeciwności losu. Ale w przeciwieństwie do Tódiego, Margrot poznaje kulisy miłosnej układanki oskarżonej i ofiary. Wszyscy zaczynają zadawać sobie pytanie, czy aby na pewno Agnes ma na rękach krew tych dwóch mężczyzn, czy może jest niewinna lub jej wina nie jest taka poważna, jak sądzą inni? Zostanie stracona, czy może władzę ją ułaskawią?

Autorka w swojej książce poruszyła również problem stereotypów, przedstawiła z jaką siłą potrafią przylec do człowieka i wpływać na opinie innych osób.  Ukazuje, w jaki sposób ludzie budują swoje osądy o bliskich, znajomych na podstawie swoich niezwykle subiektywnych spostrzeżeń, stereotypów i zwykłych plotek, których nie brakuje w małych społecznościach. Hannah Kent napisała również o trudach życia Islandczyków w surowym klimacie wyspy.

Na szczególne uznanie zasługuje chłodny język i styl powieści pozbawiony zbędnych ceregieli  oraz bardzo realistyczna narracja, dzięki której przenosimy się ma północ Islandii. Czytając tę książkę słyszymy szum morza, okrzyki ptaków, trzask suszonych wodorostów, którymi wypełnione są poduszki, czujemy też na ciele lodowaty wiatr oraz zapach przetwarzanego mięsa.

 Czytanie pierwszych pięćdziesięciu stron stron szło mi dość opornie, ale po jakimś czasie było o niebo lepiej. „Skazana” nie jest książką dynamiczną i jej  akcja nie rozwija się w szybkim tempie, cechuje ją momentami przygnębiający spokój. Książka ta jest niezwykle przejmującą powieścią, która na długo pozostanie w pamięci czytelnika. I dlatego bardzo gorąco zachęcam wszystkich do przeczytania książki o ostatniej kobiecie skazanej na karę śmierci w Islandii.

Tytuł oryginalny: Burial Rites
Wydawnictwo: Pruszyński i i S-ka
ISBN:  9788378396031
Liczba stron:
392
Moja ocena: 9/10

Pozdrawiam :)

10 myśli nt. „„Skazana”, Hannah Kent.

    1. Walkiria Autor wpisu

      Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak wielką radość sprawił mi ten i inne Twoje komentarze. Bardzo Ci dziękuje! :)

      Odpowiedz
      1. Walkiria Autor wpisu

        Insynuujesz, że sama sobie napisałam pochlebny komentarz czy jeszcze coś innego? Po miałabym to robić? Kliknęłaś na nick autorki wspomnianego komentarza? Kliknij, a poznasz ją. Możesz też zapytać ją, czy ona go napisała. Zazdrość to bardzo brzydka cecha, droga pani A. :)

        Odpowiedz
          1. Walkiria Autor wpisu

            Niech Ci będzie :) Zastanawiam się jednak, co spowodowało Twoją wcześniejsza reakcje? Dla mnie to było dziwne.

    1. Walkiria Autor wpisu

      Dziwnym trafem posługujecie się tym samym emailem i nickiem, co pewna pani A. :) I to Twoje ulubione powiedzonko: „co ty bredzisz” Olu, ile my się znamy? Jak stare konie :)

      Odpowiedz
  1. elea

    Bo to nie musi być wcale prawdą, że te twoje notki są takie genialne, bo mnie takich komentarzy nie pisali, choć też umiem ładnie pisać, tylko każdy się ze mnie śmiał ze znowu jakieś głupoty napisałam , a najbardziej Tamara. I z tymi imionami też jest dziwnie bo ja o nich nigdy nie słyszałam… To o czyms swiadczy!

    Odpowiedz
    1. Walkiria Autor wpisu

      I co ja mam na to wszystko poradzić? Bardzo mi przykro, ale parafrazując słowa pewnej pani minister: „sorry, ale takie jest życie” . Life is brutal, jak to mówią. Czego Ty ode mnie oczekujesz? Ze padnę na kolana i zacznę Cię przepraszać, że nikt Cię nie docenił czy za to, że moje notki przypadły czytelnikom do gustu? No proszę Cię! Dziewczyno, Ty pisałaś swojego bloga dla przyjemności, żeby podzielić się swoimi myślami, pasjami etc. czy pod publikę? Zmień nastawienie, a świat wyda Ci się piękniejszy :)

      ” I z tymi imionami też jest dziwnie bo ja o nich nigdy nie słyszałam… To o czyms swiadczy!”

      Świadczy jedynie o tym, że nie posiadasz dużej wiedzy o imionach. Ale nie jest źle, wszak człowiek uczy się przez całe życie i nie każdy jest alfą i omegą :) Kiedyś nie znałam większości imion, które znam obecnie i nadal wiele imion jest do odkrycia.

      A co do sprawy z Tamarą… Wyjaśnijcie sobie to między sobą, ja nie zamierzam się wtrącać. Jednak nie da się zaprzeczyć, że sama sobie jesteś winna!Trzeba było nie prowokować, a Ty prowokowałaś i odczuwałaś jakąś dziwną, kompletnie niezrozumiałą dla mnie przyjemność. Jesteś masochistką?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>